Wielka walka Filipa Pieczonki w Szczecinie. Polak przegrał po niemal trzech godzinach
Natalia Mróz

Filip Pieczonka był bardzo blisko sprawienia kolejnej niespodzianki podczas Invest in Szczecin Open. Polak stoczył na Korcie Centralnym niemal trzygodzinny bój z Marco Trungellitim, 99. rakietą świata i zawodnikiem rozstawionym w Szczecinie z numerem drugim. Pieczonka wygrał pierwszego seta, w drugim prowadził już 5:3, ale doświadczony Argentyńczyk zdołał odwrócić losy spotkania i zwyciężył 6:7(3), 7:5, 6:4.
Invest in Szczecin Open 2026. Filip Pieczonka przegrał z Marco Trungellitim
Filip Pieczonka od pierwszych dni tegorocznego Invest in Szczecin Open wyrósł na jednego z bohaterów turnieju. Do głównej drabinki przedzierał się przez eliminacje, w których pokonał dwóch wyżej notowanych rywali (Carlosa Sancheza Jovera oraz Nikitę Mashtakova) i w żadnym z tych spotkań nie stracił seta.
W pierwszej rundzie poprzeczka powędrowała jeszcze wyżej. Pieczonka zmierzył się z Tiago Pereirą i po blisko trzygodzinnej batalii zwyciężył 5:7, 6:4, 7:5. Spotkanie rozegrano na jednym z kortów bocznych, ale zainteresowanie kibiców było tak duże, że już kilka minut po jego rozpoczęciu trudno było znaleźć wolne miejsce na trybunach.
Na mecz drugiej rundy Polak przeniósł się już na Kort Centralny. Publiczność również tym razem nie zawiodła – kibice zaczęli zajmować miejsca na długo przed pierwszą piłką, licząc na kolejną piękną historię z udziałem 22-latka.
Filip Pieczonka blisko kolejnej niespodzianki w Szczecinie
Tym razem zadanie było zdecydowanie trudniejsze. Po drugiej stronie siatki stanął Marco Trungelliti, rozstawiony w Szczecinie z numerem drugim. 36-letni Argentyńczyk jeszcze w kwietniu tego roku zajmował najwyższe w karierze 76. miejsce w rankingu ATP, a obecnie jest 99. tenisistą świata.
Pieczonka od pierwszych minut pokazał jednak, że nie zamierza występować w roli statysty. Już w pierwszym gemie wypracował sobie dwa break pointy. Trungelliti zdołał się wybronić, a później obaj zawodnicy długo bardzo pewnie pilnowali własnego serwisu. O losach seta musiał zdecydować tie-break.
W nim Polak zagrał znakomicie. Świetnie serwował, nie pozwalał Argentyńczykowi przejmować inicjatywy i konsekwentnie wywierał na nim presję. Trungelliti zaczął popełniać błędy, a Pieczonka wykorzystał swoją szansę i wygrał dodatkową rozgrywkę 7:3. Pierwszy set padł więc łupem Polaka.
Prowadził 5:3, ale Trungelliti odwrócił losy meczu
Początek drugiej partii tylko podkręcił emocje na trybunach. Pieczonka szybko przełamał rywala i przez długi czas utrzymywał przewagę. Przy stanie 5:3 znalazł się naprawdę blisko największego singlowego zwycięstwa podczas tegorocznego turnieju. Wtedy jednak obraz meczu zaczął się zmieniać.
Polakowi zabrakło nieco wcześniejszej swobody. Pojawiło się więcej błędów, ręka przestała pracować tak lekko, a Trungelliti wykorzystał ten moment bez najmniejszego wahania. Argentyńczyk wygrał pięć kolejnych gemów: cztery kończące drugiego seta oraz pierwszy gem decydującej partii. Drugą odsłonę zamknął wynikiem 7:5 i po ponad dwóch godzinach gry wszystko zaczynało się od nowa.
W trzecim secie coraz mocniej było widać trudy niezwykle wymagającego spotkania. Obaj zawodnicy mieli za sobą długie wymiany, mnóstwo intensywnych gemów i coraz cięższe nogi. Trungelliti zachował jednak odrobinę więcej świeżości i zdołał wypracować przewagę. Pieczonka nie zamierzał się poddawać.
Trungelliti wygrał po niemal trzech godzinach
W końcówce Polak obronił dwie piłki meczowe, jeszcze raz zmuszając rywala do walki o każdą kolejną. Przy trzeciej Argentyńczyk wykorzystał jednak krócej odegraną piłkę, zakończył spotkanie i po niemal trzech godzinach mógł świętować zwycięstwo 6:7(3), 7:5, 6:4.
Po meczu Trungelliti nie ukrywał uznania dla gry młodego Polaka.
- Kiedy serwował w II secie przy stanie 5:3, pomyślałem: „Okej, najlepiej byłoby po prostu wygrać tego gema, a potem to już chyba pozostaje się modlić albo liczyć na coś niezwykłego”. Miałem trochę szczęścia, a może i nie, trudno powiedzieć, bo dla Filipa to pierwszy taki mecz w challengerze i zawiesił poprzeczkę naprawdę wysoko. Był niezwykle wymagającym przeciwnikiem – powiedział Marco Trungelliti po meczu.
Trungelliti zwrócił również uwagę na element gry, który w ostatnich miesiącach stał się jednym z największych atutów Pieczonki.
- Nie wiem, czy zmieni zdanie i wróci do gry w singlu, ale jego serwis jest naprawdę groźny. Z racji tego, że częściej gra teraz w deblu niż w singlu, świetnie czuje specyfikę tej gry – dodał Trungelliti.
Filip Pieczonka pozostaje w Invest in Szczecin Open
Choć porażka zakończyła niezwykle udaną singlową przygodę Pieczonki w tegorocznym Invest in Szczecin Open, jego turniej wciąż trwa. Przed Polakiem jeszcze rywalizacja w grze podwójnej, czyli konkurencji, w której w ostatnich miesiącach zrobił największy postęp. Jego partnerem jest Piotr Matuszewski, a kolejnymi rywalami polskiego duetu będą Alexandru Jecan i Bogdan Pavel.
Pieczonka żegna się więc z singlem po czterech rozegranych w Szczecinie meczach, trzech zwycięstwach i niemal trzech godzinach walki z zawodnikiem z pierwszej setki ATP. Do ćwierćfinału zabrakło naprawdę niewiele. Do tego, by szczecińska publiczność zapamiętała nazwisko Filip Pieczonka… już niczego.
Wydarzenie odbywa się przy wsparciu finansowym Miasta Szczecin, Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz ENEA.