16°

Filip Pieczonka i Piotr Matuszewski poza turniejem. Koniec polskiego akcentu w Szczecinie

Natalia Mróz

Natalia Mróz

Pieczonka i Matuszewski żegnają się ze Szczecinem po walce ( Materiały prasowe Invest in Szczecin Open, Filp Pieczonka Piotr Matuszewski)

Filip Pieczonka i Piotr Matuszewski zakończyli udział w Invest in Szczecin Open 2026. Polacy po słabym początku odrobili straty w meczu deblowym z Alexandru Jecanem i Bogdanem Pavlem, doprowadzając do super tie-breaka. Ostatecznie rumuński duet wygrał 6:1, 3:6, 10:6. Tym samym w turnieju nie ma już żadnego reprezentanta Polski.

 

Invest in Szczecin Open 2026. Pieczonka i Matuszewski odpadli z turnieju

 

Czwartek na kortach przy alei Wojska Polskiego rozpoczął się od trzysetowego pojedynku Marco Cecchinato z Marvinem Möllerem. Włoch zwyciężył 7:6(5), 6:7(4), 6:2 i zameldował się w ćwierćfinale.

Znacznie później, niż pierwotnie zakładano, na Kort Centralny wyszli Filip Pieczonka i Marco Trungelliti. Spotkanie miało rozpocząć się około godziny 15:00, lecz zawodnicy pojawili się na korcie ponad godzinę później. Po niemal trzech godzinach bardzo wyrównanej walki górą był rozstawiony z numerem drugim Argentyńczyk, który zwyciężył 6:7(3), 7:5, 6:4.

Dla Pieczonki nie oznaczało to jednak końca tenisowego dnia. Po zaledwie około półtorej godziny odpoczynku Polak ponownie musiał wyjść na kort, tym razem w grze podwójnej u boku Piotra Matuszewskiego.

 

Słaby początek Polaków. Jecan i Pavel wygrali pierwszego seta

 

Sytuacji polskiej pary nie ułatwiał stan zdrowia obu zawodników. Matuszewski od środy zmagał się z przeziębieniem, a Pieczonka miał za sobą bardzo wymagające, niemal trzygodzinne spotkanie singlowe.

Od pierwszych gemów było widać, że Rumuni są świeżsi, bardziej regularni i szybciej odnajdują właściwy rytm. Jecan i Pavel błyskawicznie przełamali Polaków, przejęli inicjatywę i pierwszego seta wygrali zdecydowanie 6:1.

Przerwa między partiami okazała się jednak dla gospodarzy zbawienna. Pieczonka i Matuszewski wrócili na kort z większą energią, poprawili jakość serwisu i zaczęli skuteczniej wykorzystywać swoje deblowe atuty. Publiczność odpowiedziała głośnym dopingiem, a Polacy odwdzięczyli się zdecydowanie lepszą grą, zwyciężając drugą odsłonę 6:3.

W super tie-breaku o wyniku decydowały już pojedyncze punkty. Polacy długo utrzymywali kontakt z rywalami, ale w kluczowych momentach skuteczniejsi okazali się Jecan i Pavel, którzy zwyciężyli 10:6 i awansowali do kolejnej rundy.

 

- Mentalnie nie dojechałem na kort, bo zmagałem się ze skurczami. Byłem u fizjoterapeuty, rozmasowywaliśmy to, piłem elektrolity. Niestety było to widać na korcie. Piotr też nie był w wyśmienitej dyspozycji, miał gorączkę i trząsł się w pokoju. Kiedy w pierwszej partii dostaliśmy przełamanie, od razu wiedziałem, że będzie bardzo ciężko odrobić straty – mówił po spotkaniu Filip Pieczonka.

 

- W drugim secie powiedziałem sobie, że jeśli mamy przegrać, to chociaż w dobrym stylu, żeby to jakoś wyglądało. Przyjechało wielu moich znajomych z Gdańska, stworzyli świetną atmosferę. Czuliśmy tę energię. W super-tie-breaku zadecydowały dwie lub trzy piłki, jakieś deblowe niuanse i niestety rywale nam uciekli – dodał Pieczonka.

 

Filip Pieczonka o meczu i atmosferze w Szczecinie

Dla Filipa Pieczonki tegoroczny Invest in Szczecin Open był bez wątpienia wyjątkowy. Zaczynał od dzikiej karty do eliminacji, a zakończył jako jeden z najgłośniej oklaskiwanych zawodników całego turnieju. Przebrnął przez kwalifikacje bez straty seta, w pierwszej rundzie turnieju głównego pokonał po blisko trzech godzinach Tiago Pereirę, a w kolejnej postawił niezwykle trudne warunki 99. rakiecie świata Marco Trungellitiemu.

Jeszcze większe wrażenie niż same wyniki zrobiła jednak więź, jaka w ciągu kilku dni wytworzyła się między zawodnikiem a szczecińską publicznością.

 

- W takiej atmosferze jak w czwartek chyba nie grałem nigdy w karierze. Gdy zobaczyłem, ile osób zasiadło na trybunach w trakcie singla i jak mi kibicują, aż łezka zakręciła się w oku, że w piątek nie będę mógł tu znowu wyjść. Na deblu również wszystkie krzesełka były zajęte, znajomi robili falę… Serce pęka, że to koniec mojego udziału w tym turnieju – zakończył.

 

Porażka Pieczonki i Matuszewskiego oznacza, że w drabinkach singlowej i deblowej nie ma już reprezentantów Polski. Biało-czerwoni pożegnali się jednak ze Szczecinem po kilku dniach pełnych emocji i spotkań, które długo pozostaną w pamięci kibiców.

W czwartek dokończono także pozostałe spotkania gry pojedynczej. Nikolas Sanchez Izquierdo pokonał Daniela Galána 6:0, 6:3, natomiast w czeskim pojedynku Zdeněk Kolář, triumfator szczecińskiej imprezy z 2021 roku, wygrał z Hynkiem Bartonem 6:4, 6:4.

 

Wydarzenie odbywa się przy wsparciu finansowym Miasta Szczecin, Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz ENEA.

Bleiben Sie auf dem Laufenden!

Klicken Sie auf die Schaltfläche 'Folgen', um über die Nachrichten aus Stettin auf dem Laufenden zu bleiben. Die interessantesten Beiträge finden Sie in Google News!