Invest in Szczecin Open 2026 za nami. Historyczny triumf i tłumy kibiców
Natalia Mróz

Pierwszy hiszpański mistrz w historii, porywające występy Filipa Pieczonki, pełne widownie podczas wydarzeń artystycznych i korty, na których spotykały się kolejne pokolenia kibiców. Zakończona 33. edycja Invest in Szczecin Open przyniosła znacznie więcej niż sportowe rozstrzygnięcia. W roku trzydziestolecia obecności w ATP Challenger Tour szczecińska impreza pokazała, jak wiele może pomieścić tydzień zbudowany wokół tenisa: od zawodowej rywalizacji, przez kulturę i spotkania biznesowe, po dziecięcą radość z pierwszych odbić.
Invest in Szczecin Open 2026 za nami. Hiszpan przełamał klątwę, Pieczonka zachwycił kibiców
Bilans turnieju najłatwiej zapisać wynikami. Znacznie trudniej zmieścić w nim atmosferę trybun, rozmowy przedłużające się do późnego wieczora czy entuzjazm ludzi, którzy na korty przy alei Wojska Polskiego 127 przyszli po raz pierwszy. Tymczasem właśnie te doświadczenia, obok historycznego finału, stały się najważniejszym kapitałem tegorocznej edycji.
Organizatorzy kończą ją z poczuciem sukcesu sportowego i organizacyjnego, ale również z satysfakcją z otwarcia turnieju na publiczność, dla której tenis nie był dotąd oczywistym sposobem spędzania wolnego czasu.
- Najbardziej cieszy mnie to, że sukces tej edycji nie sprowadza się do jednego meczu czy jednego nazwiska. Mieliśmy historyczny finał, znakomite emocje z udziałem Polaków, świetnie przyjęte wydarzenia wieczorne i bardzo wielu ludzi, którzy po prostu chcieli być z nami. Przez lata budowaliśmy turniej, na który przychodzi się dla tenisa, ale zostaje również dla atmosfery. W tym roku szczególnie mocno było widać, że ta idea ma sens – podsumowuje Krzysztof Bobala, dyrektor Invest in Szczecin Open.
Hiszpańska klątwa wreszcie przeszła do historii
Sportową kulminacją tygodnia był niedzielny finał. Nikolas Sanchez Izquierdo pokonał Thiago Monteiro 4:6, 6:3, 7:6(6) i został pierwszym hiszpańskim triumfatorem szczecińskiego Challengera. Dokonał tego po meczu pełnym zwrotów akcji, w którym przegrany pierwszy set okazał się dopiero początkiem opowieści. Rozstrzygnięcie przyniósł tie-break decydującej partii, rozgrywany przy gorącym dopingu publiczności.
Za tym zwycięstwem krył się ciężar wieloletniej tradycji. Wcześniej ośmiu Hiszpanów wystąpiło w szczecińskich finałach dziesięciokrotnie i za każdym razem schodziło z kortu bez trofeum. Bezskutecznie próbowali między innymi Juan Carlos Ferrero, Alberto Martín, Albert Portas czy Alejandro Davidovich Fokina. Dopiero jedenasta finałowa próba zakończyła tę niezwykłą serię.
Sanchez Izquierdo nie zwyciężył jednak wyłącznie siłą determinacji. Jego grę przez cały tydzień cechowała regularność, którą dobrze oddaje raport supervisora: Hiszpan wygrał 90 procent własnych gemów serwisowych, a przy podaniu przeciwników zwyciężał w 40% gemów – najwięcej spośród uczestników turnieju głównego.
Zgodnie ze statystykami otrzymanymi od ATP finał trwał 189 minut, czyli trzy godziny i dziewięć minut. Był drugim najdłuższym spotkaniem imprezy, zaledwie o dwie minuty krótszym od wcześniejszego pojedynku Monteiro z Vitaliyem Sachko. Szczeciński tydzień dostarczył więc nie tylko historycznego rozstrzygnięcia, lecz także wymagających, wielogodzinnych widowisk.
- To świetne wydarzenie i turniej na bardzo wysokim poziomie – mówił po finale Nikolas Sanchez Izquierdo.
Pieczonka zdobył coś więcej niż punkty
Choć najważniejsze trofeum trafiło do Hiszpana, jednym z bohaterów szczecińskiej publiczności został Filip Pieczonka. Specjalista od gry podwójnej pozostawił w Szczecinie wyraźny singlowy ślad: wykorzystał dziką kartę do eliminacji, przeszedł przez nie bez straty seta, a następnie pokonał Tiago Pereirę 5:7, 6:4, 7:5.
Ten mecz trwał 177 minut i był trzecim najdłuższym spotkaniem turnieju głównego. Kolejna próba (przeciwko rozstawionemu z numerem drugim Marco Trungellitiemu) zajęła 153 minuty. Te liczby mówią wiele o wysiłku, jaki Polak włożył w swój występ.
W drugiej rundzie Pieczonka wygrał pierwszego seta i w kolejnym prowadził 5:3, zanim doświadczony Argentyńczyk odwrócił losy pojedynku. Polak nie awansował do ćwierćfinału, ale przekonał kibiców, że jego ambicje singlowe mają solidne podstawy. Potwierdzają to również statystyki: w dwóch meczach głównej drabinki posłał 12 asów i zdobył 77,68 procent punktów po pierwszym podaniu.
Jego występy przyciągały publiczność zarówno na kort numer 1, jak i na trybuny Kortu Centralnego. W ciągu kilku dni między zawodnikiem a kibicami powstała więź, której nie sposób oddać samym wynikiem.
- Szczecin to zawsze najwyższa półka, organizacja jest tu po prostu świetna – oceniał Pieczonka, zwracając w rozmowie uwagę również na wieczorne sesje, koncerty i seanse filmowe.
Polski rozdział tegorocznego turnieju obejmował także odważny, trzysetowy występ Alana Ważnego przeciwko Tomowi Gentzschowi, debiut Kacpra Knittera w głównej drabince przed własną publicznością oraz rywalizację biało-czerwonych w deblu. Dla jednych była to szansa na potwierdzenie możliwości, dla innych ważna lekcja i punkt odniesienia w dalszej pracy.
Tytuł w grze podwójnej zdobyli Andrew Paulson i Tiago Pereira, którzy w finale pokonali Inigo Cervantesa i Denysa Molchanova 6:2, 6:0. Czesko-portugalska para wcześniej nie występowała razem, lecz w Szczecinie znalazła porozumienie wystarczające do wygrania całego turnieju. Dla Paulsona był to drugi triumf na tych kortach – pierwszy odniósł w 2023 roku u boku Vitaliya Sachko.
Po ostatniej piłce publiczność zostawała
Jedną z najważniejszych decyzji organizacyjnych było rozszerzenie wieczornego programu. LINIE Tennis Festival połączył kino plenerowe, improwizację, stand-up, koncert i muzykę elektroniczną. W programie znalazły się filmy „Challengers” i „Wimbledon”, Scena Impro Szczecin, Tomasz Jachimek, Mezo i Liber oraz finałowy wieczór z DJ-ami. Wszystkie festiwalowe wydarzenia były bezpłatne.
Nowa formuła spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem. Organizatorzy podkreślają wysoką frekwencję, pełne widownie i entuzjastyczne reakcje uczestników. Po wymagającym sportowo czwartku występ Tomasza Jachimka przyniósł potrzebną dawkę śmiechu. Piątkowy koncert Mezo i Libera zgromadził publiczność spragnioną muzyki i wspólnych wspomnień, a sobotnia elektronika nadała zakończeniu festiwalu zupełnie inny charakter.
Wśród gości nie brakowało osób, które na turniej trafiły po raz pierwszy. Dla nich koncert czy wieczór komediowy stawał się również okazją do poznania miejsca, z którym wcześniej nie łączyły ich tenisowe przyzwyczajenia.
- Nie chcemy stawiać przed mieszkańcami warunku, że najpierw muszą znać tenis, żeby dobrze się tutaj czuć. Można przyjść na koncert czy spotkanie ze znajomymi i przy okazji odkryć turniej. Bardzo dobra frekwencja podczas wydarzeń towarzyszących oraz reakcje publiczności utwierdzają nas w przekonaniu, że warto rozwijać tę formułę. Sport pozostaje sercem imprezy, ale wokół niego jest miejsce na całe miejskie życie – podkreśla Krzysztof Bobala.
Lewandowski po raz trzeci, Koroniewska z mistrzowskim charakterem
Własnych bohaterów miała również 28. edycja SEC Open – Tenisowego Turnieju Artystów. W kategorii Open po trzeci tytuł sięgnął Dariusz Lewandowski, który w finale odwrócił losy spotkania z Jackiem „Mezo” Mejerem. Muzyk po piątkowym występie na scenie miał więc jeszcze okazję zaprezentować się w zupełnie innej roli – jako finalista tenisowej rywalizacji.
Wśród kobiet triumfowała Joanna Koroniewska, pokonując Marię Magriel 6:4, 6:0. Dla aktorki, która trenuje tenis od około trzech lat, był to wymierny efekt systematycznej pracy i determinacji. Jej finał rozpoczął się za dnia, a zakończył już po zmroku. Przez całe spotkanie wspierał ją z trybun małżonek – Maciej Dowbor.
W kategorii +60 najlepszy okazał się Grzegorz Poloczek, zwyciężając z Maurycym Polaskim 6:3, 6:3. SEC Open po raz kolejny połączył swobodną atmosferę z rywalizacją traktowaną przez uczestników zupełnie serio. Uśmiech nie wykluczał ambicji, a znane nazwiska nie zastępowały pracy wykonanej na korcie.
Kolejne pokolenie już jest na kortach
Podczas Pekao TFI Kids’ Day na obiekcie bawiło się jednocześnie około 300 dzieci. Obok zawodowych meczów pojawiły się dziecięce turnieje, zadania sprawnościowe i okazje do odkrywania tenisa bez presji wyniku.
Z kolei akcja „Korty z klasą” otworzyła turniejowe zaplecze przed uczniami szczecińskich szkół. Poznawali historię wydarzenia, zasady kibicowania i miejsca, których zwykle nie ogląda się z trybun. Była to lekcja sportu, ale również zaproszenie do znalezienia własnej pasji.
Nie zabrakło także działań pomocowych. Rozegrano mecz pokazowy z Prezydentem Szczecina Piotrem Krzystkiem oraz Marcinem Matkowskim, wylicytowany podczas WOŚP, a na zapleczu turnieju zbierano butelki zużywane przez obsługę. Za każde dwadzieścia organizatorzy przekazywali równowartość ciepłego posiłku dla dziecka w ramach programu Pajacyk Polskiej Akcji Humanitarnej. Wielkie wydarzenie składało się również z takich, mniej widowiskowych, lecz istotnych gestów.
Sukces miał wielu autorów
Organizacyjny sprawdzian nie odbywał się wyłącznie w sprzyjających warunkach. Intensywne opady wymagały pracy ekipy kortowej, cierpliwości i sprawnego reagowania na sytuację. Za meczami, transmisjami, zdjęciami i wieczornym programem stały zespoły, których wysiłek najczęściej pozostawał poza zasięgiem kamer.
- Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej edycji, ale mamy też pełną świadomość, ilu ludzi zapracowało na jej powodzenie. Kortowi, obsługa techniczna, wolontariusze, partnerzy i wszyscy, którzy dbali o zawodników oraz gości – każdy miał w tym swój udział. Dziękuję również kibicom. To oni sprawiają, że przygotowany przez nas program staje się prawdziwym wydarzeniem. Po trzydziestu latach w ATP nadal chcemy się rozwijać, nie tracąc tego, co w Szczecinie najcenniejsze, czyli bliskości ludzi i wyjątkowej atmosfery – mówi Krzysztof Bobala.
Hiszpańska klątwa należy już do historii. Tegoroczny Invest in Szczecin Open pozostawił jednak po sobie znacznie więcej niż nowe nazwisko na liście mistrzów. Pokazał, że turniej tenisowy może być zarazem sportowym widowiskiem, miejscem spotkań, sceną kultury i wspólnym świętem miasta bez utraty własnego charakteru.
Wydarzenie odbyło się przy wsparciu finansowym Miasta Szczecin, Ministerstwa Sportu i Turystyki, ENEA oraz POLFUND S.A..