Social media

Filtrowanie

Kategorie

    Archiwum

      14°

      Szybsze żeglarstwo zaczynamy na Laserze

      Robert Duchowski

      Robert Duchowski

      Szybsze żeglarstwo zaczynamy na Laserze
      L1.jpg
      L2.jpg
      L3.jpg

      Jest szybszy od Optimista, zaliczany do klasy olimpijskiej i dostępny dla każdego żeglarza – mowa o Laserze, żeglugi której uczymy także w Centrum Żeglarskim.

      Sekcja Laserowa to kolejna z naszych sportowych sekcji żeglarskich. Dla przypomnienia, w Centrum Żeglarskim pierwszym etapem, gdzie zawodnicy uczą się sportowej rywalizacji na wodzie jest sekcja klasy Optimist. Kolejnym szczebelkiem w żeglarskiej drabinie są jednoosobowe jachty typy Laser. Wersji tego jachtu jest kilka, w Polsce spotykamy klasy Laser 4.7 (ILCA 4), Laser Radial (ILCA 6) oraz Laser Standard (ILCA 7). Jachty posiadają różne rozmiary żagli dla tego samego kadłuba, umożliwiając zawodnikom w różnym wieku i o różnych gabarytach żeglowanie w każdych warunkach.

      Żeglować na nich mogą zarówno kobiety jak i mężczyźni. Łódka klasy Laser Standard została zaprojektowana w 1976 roku przez Bruce'a Kirby'ego i jest klasą olimpijską od igrzysk w Atlancie w 1996 roku. Natomiast żeński odpowiednik, czyli klasa Laser Radial uzyskała status klasy olimpijskiej w listopadzie 2004 roku, po raz pierwszy pojawiła się na igrzyskach w Pekinie w 2008 roku.

      W Centrum Żeglarskim od lat działa sekcja żeglarstwa regatowego – Laser. Zajęcia prowadzi instruktorka Anna Zabłocka. Najmłodsi sekcjowicze mają 11-12 lat, z kolei najstarszy uczestnik zajęć ponad 70.

      - Laser ma do to siebie, że w nim nie ma żadnych ograniczeń, można pływać dożywotnio – opowiada Ania Zabłocka, trenerka. – Tutaj nie ma barier, pływać może każdy. Czasem w naszych zajęciach bierze udział zawodnik, który na co dzień pływa w klasie 505. Mieciu ma ponad 70 lat i moje dzieci bardzo chętnie z nim rywalizują na wodzie, a on z nimi.

      W przypadku Laserów istotną rolę odgrywają predyspozycje fizyczne. Każdy typ – 4.7, Radial, Standard różnią się od siebie powierzchnią żagla. Najmniejszy 4.7 (ILCA 4) dedykowany jest osobom młodym i stawiającym pierwsze kroki w nowej klasie. Ich waga powinna wynosić 45-55 kg, a wzrost około 160 cm. Starsi i wyżsi zawodnicy zasiadają już na Radialach i Standardach. Te ostanie mają powierzchnie żagla ponad 7 m kw, w związku z tym zasiadają na nich wysocy i dobrze zbudowani chłopacy.

      - Talent i predyspozycje fizyczne mają znaczenie, jednak największy sukces zagwarantuje zawodnikowi dobrze wykonana, ciężka praca – mówi Ania. – To dobrze przepracowany sezon jesienno-zimowy, stała praca nad formą i kondycją fizyczną, godziny spędzone na siłowniach, basenach i salach treningowych. Wszystko przynosi później efekty na wodzie. I oczywiście godziny na wodzie.

      Zawodnicy Centrum Żeglarskiego od października do marca nie próżnują i pracują nad swoją kondycją. Wyjeżdżają na zimowiska, biorą udział w zgrupowaniach np. w Hiszpanii, przychodzą na zajęcia ogólnorozwojowe. Do tego pracują przy sprzęcie i przygotowują łódki do zejścia na wodę. Mimo, że nie ma sezonu na pływanie to treningi odbywają się prawie codziennie. A gdy tylko pojawiają się pierwsze promienie wiosennego słońca, zawodnicy schodzą na wodę.

      - W Szczecinie jest stosunkowo ciepło, więc na wodę schodzimy bardzo szybko. I tu zaczyna się największa zabawa. Lasery są dość szybkimi łódkami, ale też dużymi. Wymagają pracy i siły, dlatego też bardzo dużo czasu spędzamy na wodzie. Średnio w sezonie mamy wypływanych około 300 godzin – opowiada trenerka. – I chociaż mamy określone godziny treningów, to rzadko się zdarza żebyśmy kończyli punktualnie. Zawsze jest jeszcze coś do zrobienia, a czas na wodzie mija za szybko. Rodzice zawodników już się do tego przyzwyczaili (śmiech).

      A jak wyglądają takie zajęcia już na wodzie? Zaczynają się od zbiórki i omówienia. Po drobnej rozgrzewce i przygotowaniu sprzętu zawodnicy schodzą na wodę. Jednak zanim wypłyną, trenerka obowiązkowo sprawdza każdemu wodę, tę do picia. Już na jeziorze zawodnicy ponownie mają rozgrzewkę i przechodzą do części właściwiej, która może trwać i trwać (śmiech). Wisienką na torcie są wyścigi, które najczęściej kończą zajęcia na wodzie. Po spłynięciu zawodnicy muszą roztaklować (zdjąć olinowanie i żagle) i oczyścić łodzie.

      - Na koniec jeszcze mamy rozciąganie, podsumowanie zajęć i jakoś tak wychodzi, że jest po 20.00 – śmieje się Ania

      Laser jest takim typem jachtu, na którym można pływać w każdym wieku. Można doskonalić swoje umiejętności i zdobywać tytuły na 4.7, Radialu a na końcu w Standardzie. Jak mówi Ania, żeglarstwa uczy się całe życie. W tym sporcie nie ma momentu, w którym osiąga się wszystko. Zawsze można przesiąść się na inną klasę i zaczynać przygodę od nowa.

      - Klasa 505, FINN czy coraz bardziej popularne klasy na Foil’u – to najczęściej wybierane przesiadki z Lasera. Z nową łódką jest jak z nowym autem – trzeba ją wyczuć, przestawić się i doskonalić swoje dotychczasowe umiejętności – mówi instruktorka.

      Ania żegluje całe życie, w jej rodzinie właściwie każdy żeglował. Praca jest jej pasją. A praca ze „jej” Laserami daje ogromną satysfakcje.

      - Mam fajne dzieci, świetną ekipę w pracy, zgranych rodziców. Jesteśmy jak jedna wielka rodzina – mówi.

      Jako trenerka jest wymagająca, ale też wyrozumiała i zawsze uśmiechnięta. No chyba, że coś bardzo pójdzie nie tak, wówczas zamiast się uśmiechać, bierze się za mycie motorówki i już wtedy wiadomo, że lepiej jej nie denerwować.

      - Moje dzieci wiedzą, co oznacza trener z kciukami w górze, trener milczący i trener myjący motorówkę – wtedy lepiej ode mnie uciekać – śmieje się Ania. – Oczywiście są to sporadyczne sytuacje i musi być naprawdę źle, ale fajne jest to, że zarówno ja, jak i dzieciaki znamy siebie na tyle, że wiemy jakie emocje nami targają. To tak jak z zawodnikami – widzę kiedy ktoś ma zły dzień, jest smutny, albo najzwyczajniej w świecie ściemnia i się obija. Wtedy odpowiednio reaguje i zdarza się, że odpuszczam albo wręcz odwrotnie (śmiech). Uważam, że najważniejsze są uczciwość i pracowitość, nie każdy zawodnik od razu musi być mistrzem, ale jeśli uczciwie przepracuje zajęcia i będzie dawał z siebie wszystko, to ja to widzę. Nie trzeba być najlepszym, można być przeciętnym, ale robiącym wszystko na 100%. Oczywiście, fajnie jest, gdy zawodnicy zdobywają dobre miejsca. Nie znam trenera, któremu wyniki w regatach byłyby obojętne. Wszyscy chcemy, aby naszym dzieciakom poszło najlepiej, ale wiemy, że nie zawsze tak jest. Ważny jest rozwój, pokonywanie własnych strachów i stawianie kolejnych poprzeczek. Wyniki przychodzą z czasem.

      Bądź na bieżąco!

      Kliknij w przycisk „Obserwuj”, aby być bieżąco z wiadomościami ze Szczecina. Najbardziej interesujące wpisy znajdziesz w Google News!